Log in

Motocyklistka w ciąży – jak to brzmi?

Czy kobieta może być pełnokrwistą motocyklistką, a jednocześnie pełną oddania, świadomą i dojrzałą matką?

Przykład naszych bohaterek świadczy o tym, że te dwie, na pozór nie do pogodzenia role, mogą się świetnie uzupełniać...

Kim dla nas, w naszej świadomości, jest motocyklistka? Czy to przypadkiem nie ta kobieta, której zbyt łatwo przyklejamy tę niezbyt ciekawą odmianę łatki „feministka”? Feministka pokutująca w stereotypie społecznym to zazwyczaj kobieta, która odmawia sobie prawa do bycia żoną i matką; to ta, która pali przysłowiowe staniki, to ta nastawiona na karierę i powielanie męskiego trybu życia i zaprzeczaniu przejawom własnej kobiecości.

Oczywiście, każda kobieta wie, że bycie feministką nie na tym polega, że wręcz przeciwnie – każda prawdziwa feministka daje sobie wolność i akceptację na bycie taką, jaką chce być. Również na bycie matką na cały etat i spędzanie czasu z dziećmi, dopóki te nie pójdą do przedszkola... Pod jednym wszelako warunkiem – ta decyzja musi wynikać z potrzeb samej kobiety, a nie społecznych nacisków czy oczekiwań.


 
Toolina jeździ na moto od kilku lat. Pierwszym jej motocyklem było Kawasaki LTD 440. Już jako nastolatka razem z przyjaciółką zaczytywała się w Świecie Motocykli. W zeszłym roku jeździła wspólnie z mężem na Vulcanie, ale tuż po urodzenia dziecka kupiła dla siebie Hondę CB750.
Toolina uważa, że macierzyństwo przyszło w odpowiednim momencie jej życia. Świadome i zaplanowane było jak spełnienie marzenia, mimo że od samego początku dziecko postawiło ograniczenia swojej mamie – totalny zakaz jazdy na motocyklu wydany przez lekarza z powodu poważnych problemów, związanych z utrzymaniem ciąży bardzo bolał... Po rozmowie z lekarzem czuła się jak mała dziewczynka, której zabrano bilet do wesołego miasteczka – miała ochotę tupać nogami i walić pięściami o ścianę. Trzeba było jednak zacisnąć zęby i przeczekać sezon. Pomogło odcięcie się od tematu – nie przeglądała ogłoszeń, nie wchodziła na fora motocyklowe i odwracała głowę na ulicy, gdy przejeżdżał motocykl...
Nie uważa, że dziecko przeszkodzi jej w dalszym realizowaniu pasji – w końcu nie tylko ona jest rodzicem, prawda? Razem z tatą zamierzają szukać rozwiązań i kompromisów. Będzie o tyle łatwiej, że dziecko po obu rodzicach ma szansę odziedziczyć pasję motocyklową. Choć martwi ją bardzo prawdopodobny brak czasu  i nie umie sobie na razie wyobrazić, jak to wszystko pogodzi, ale wierzy, że sytuacja sama się naturalnie poukłada. Tak naturalnie, jak naturalnie wsiadała do tej pory na motocykl wiosną czy tak, jak naturalnie rośnie w niej nowe życie... Tym bardziej silna jest ta nadzieja, że widzi takie przykłady w życiu jej siostry czy przyjaciółki, które są również matkami i motocyklistkami jednocześnie.
Irytują ją komentarze niektórych mężczyzn, że „zobaczysz, jak będzie dziecko na świecie, to nie będziesz jeździła, bo brak czasu, bo brak pieniędzy”. Smuci ją skreślanie motocyklistki w matce, bo uważa, że obie te role są niezależne od siebie i całkowicie do pogodzenia. Wszystko przecież jest kwestią organizacji czasu i dobrej logistyki, a także umiejętności kompromisu. Tym bardziej, że wspiera ją w tym rodzina i bliscy, którzy dopingują planom młodej matki. Jej marzenia? Żeby nic nie stanęło jej na drodze w realizacji swoich pasji...


Nina (Gdynia, 29 lat) całe życie uważana była za pełnokrwistą feministkę. Kariera, hobby motocyklowe, niezależność – to wszystko niejako utwierdzało otoczenie, jak i ją samą, że być feministką to piękna sprawa. Do dzisiaj tak uważa, ale jej definicja feministki zmieniła się, odkąd zaczęła planować rodzinę.
Wcześniej do obrazu bojowniczki, za którą była uważana, nie pasował jej partner, z którym trzeba uzgadniać wiele spraw czy kompromisy, konieczne w każdym związku, a wizja dziecka była odległa i zupełnie nieprzystająca do jej trybu życia – częste podróże, praca w nadgodzinach i w weekendy... Gdzie tu znaleźć czas na opiekę i wychowywanie kogoś, kto jest od ciebie zupełnie zależny? Przecież ledwo znajdowała czas na randki z chłopakiem...
Choroba zmieniła jej tok myślenia. Nagłe załamanie formy zdrowotnej, spowodowane przez wiele lat życia w stresie oraz nieumiejętność odpoczywania, zmusiło ją do wyhamowania. To właśnie wtedy zaczęła zadawać sobie pytania: jaki jest cel tego biegu? Dokąd i po co tak pędzi? Czy właśnie na pewno tam, gdzie się znalazła, chciała dotrzeć, czy też z rozpędu dobiegła zupełnie nie tam, gdzie chciałaby być?
Przemyślenia, wynikające z tego okresu czasu, który musiała poświęcić na powrót do zdrowia, zaowocowały decyzją o założeniu rodziny oraz kupieniu domu i urządzeniu go z myślą o dzieciach.
Podczas ciąży Nina, ku swojemu zaskoczeniu, nigdy nie czuła się bardziej panią własnego losu, nigdy nie czuła się tak bardzo feministką, jak wtedy, gdy prasowała dziecięce ubranka i zaczytywała się w poradnikach, dotyczących wychowywania dzieci. Nigdy dotąd nie poświęciła sobie samej tyle czasu, odpoczynku, relaksu i psychicznego luzu, ile dała sobie w ciąży. Motocykl? Nina nie chciała ryzykować w jakikolwiek sposób w czasie ciąży, więc świadomie zrezygnowała z jazdy motocyklem. Serce jej się rwało, zwłaszcza gdy zbliżał się weekend i nie dało się uciec od jeżdżących wszędzie maszyn, jednakże mały gość pod sercem był dla niej ważniejszy. Obecnie planuje zakup drugiego, sportowego motocykla (w garażu stoi naked).
Rodzina przyzwyczaiła się już do jej (wg nich) szalonych planów i decyzji. Po cichu jednak nie wierzyli w to, że wróci do swoich pasji po narodzinach dziecka. Nina jednakże wsiadła na motocykl w pierwsze cieplejsze dni marca – co prawda czas, który może spędzić na przejażdżce jest ograniczony porami karmienia, ale to nic. Najważniejsze, że można wrócić do pasji, do motocykla, a po powrocie do domu zobaczyć czekający na nią najpiękniejszy uśmiech świata – uśmiech jej córki.

 

Patrycja (30 lat, Warszawa, jeździ na Bandicie 650s) to mama 2 chłopców i (od niedawna) malutkiej córeczki. Na zrobienie prawa jazdy namówił ją mąż, który jeszcze jako narzeczony postawił ją niejako przed faktem dokonanym, zapisując na kurs. Stresowała się tym, ponieważ bała się zawieść pokładane w niej nadzieje, a dodatkowo na egzaminie była rodzynkiem, wypchniętym przed szereg pozostałych zdających mężczyzn (pod pozorem dżentelmeńskiego „kobiety mają pierwszeństwo”). Udźwignęła jednak presję i zdała za pierwszym razem.
Jak sama twierdzi, ogromną rolę w kształtowaniu pasji motocyklowej odegrali... mężczyźni. Nie tylko mąż, ale i koledzy oraz instruktor, hamujący niepotrzebne emocje i wymagający więcej, niż trzeba, dzięki czemu przykłada dużą wagę do techniki, szlifowania umiejętności i jeżdżenia „z głową”.
Macierzyństwo było dla niej i męża naturalnym etapem rozwoju rodziny, nad którym nie zastanawiali się zbyt długo. Obaj synowie przejawiają już teraz zapał do dwu- i czerokołowców, ale jak Patrycja sama twierdzi, wyrastając w środowisku moto-entuzjastów, nie mają innego wyjścia.
Jak mama trójki dzieci może być pełnokrwistą motocyklistką? Bardzo łatwo, jak się okazuje. Po pierwszym porodzie, już w 4 tygodniu cieszenia się macierzyństwem, wsiadła trochę niepewna na motocykl, ale szybko uczucie niepewności zniknęło i powróciła radość z jazdy. Mąż i 4 tygodniowy wówczas syn towarzyszyli jej wówczas, jadąc z tyłu samochodem. Na dłuższe eskapady motocyklowe – z mężem czy w duecie na dwóch motocyklach, musiała jednak poczekać, aż mały stanie się bardziej samodzielny.
Pati spotkała się z oczekiwaniami, że jako matka zrezygnuje z motocykla. Wzbudzało to w niej  poczucie, że może nie do końca jest odpowiedzialnym człowiekiem, ale również bunt, że sugeruje się jej rezygnację z pasji, bo jest matką, a w analogicznej sytuacji ojcowie mogą dalej kontynuować życie, jak sprzed narodzin dziecka.
Cała rodzina uczestniczy w życiu „motoryzacyjnym”. Kiedy mąż Patrycji (dziennikarz motoryzacyjny) ściga się na torach (ma licencję kierowcy wyścigowego), czy realizuje materiały dziennikarskie, kibicują mu w tym cała rodzinka. Po urodzeniu pierwszego dziecka postanowiła nie wracać na pełny etat do pracy, tylko czas poświęcić dzieciom w takim wymiarze, w jakim będą one tego potrzebowały i jak długo sama będzie czuła, że daje jej to satysfakcję i radość. Nie jest więc z jej strony żadne poświęcenie, pomimo że zawodowo mogłaby się realizować w branży dziennikarskiej czy PR.
Jeśli chodzi o ciąże, to nigdy świadomie nie wsiadłaby na motocykl, nosząc w sobie dziecko. Nieświadomie natomiast ujeżdżała Hayabusę tuż przed dniem, kiedy dowiedzieli się, że zostaną rodzicami po raz trzeci. Co wyrośnie z tej małej dziewczynki, czas pokaże...
Patrycja otwarcie przyznaje, że nie czuje się pewnie na motocyklu, co wynika z przerw, spowodowanych ciążami oraz niewielkich przebiegów. Dlatego sezon zaczęła od uczestnictwa w motocyklowym szkoleniu bezpiecznej jazdy i podjęła pierwsze próby swoich sił w enduro. Po pierwsze – dzięki temu podciąga się technicznie, a w przypadku jazdy w terenie, próbuje czegoś nowego, nie stresując się pokonywaniem korków w mieście. Po drugie – ma niecny plan uczestniczyć z kilka lat w szkoleniach enduro wraz z synami, którzy pod okiem doświadczonego instruktora poznawaliby technikę jazdy, sprzęt i swoje możliwości. A mama miała ich na oku i mogła rozwijać wspólne pasje.

Synowie z troską pytają, gdy mama siada na motocykl, czy da sobie radę i proszą, żeby na siebie uważała.
Pati nigdy nie spotkała się z brakiem zrozumienia ze strony innych kobiet, również motocyklistek. Wręcz przeciwnie – dziewczyny podziwiają się nawzajem za odwagę bycia mamą i nie tylko mamą. Podobnie nigdy od mężczyzn nie słyszała ani słowa dezaprobaty. To osoby spoza motoryzacyjnego świata – konkretnie z rodziny - odmawiały jej prawa do realizacji pasji, kiedy została matką. Również mąż słyszał komentarze o niefrasobliwości rodzicielskiej. Jednak nie wdają się w zbędne dyskusje z osobami, które nie rozumieją, co to jest pasja, hobby, zainteresowania (niekoniecznie motoryzacyjne). Od strony znajomych raz usłyszała bardzo krytyczny „wykład” na temat motocyklizmu jako takiego, a w szczególności odnoszącego się do jeżdżących mam. Próbowała oczywiście polemizować, ale się poddała, bo żadne argumenty nie trafiały do rozmówców. W myśl tego typu rozumowania, odkąd została mamą, powinna zrezygnować z realizowania się i poświęcić się (w dosłownym tego słowa znaczeniu) macierzyństwu.
Jeśli obecnie chce się przejechać na motocyklu, zawsze ma wsparcie w dziadkach, szczególnie jednych, którzy nigdy nie potępili ich pasji. Drudzy dziadkowie zachowuję niestety rezerwę.
Jak zmieniło się jej życie, odkąd pojawił się „ten jedyny”, który zaraził ją pasją motocyklową i sprawił, że zaczęła marzyć o macierzyństwie, obrazuje cytat z jej bloga: „ja - "niezależna kobietka", dla której dziecko i rodzina były tematami równie obrzydliwymi co choroby gastryczne,(...). nagle w ciągu ostatniego roku:
1. rozstałam się z firmą, którą razem z kumpelą od 3 lat rozkręcałyśmy z sukcesem,
2. straciłam pracę i zmieniłam pracę,
3. zrobiłam prawko na motor,
4.straciłam dla 1/2 rodzinki (czyli życiowej połówki – przyp. red.) głowę (ja?!? dla mężczyzny?!?!),
5. zaczęłam snuć rodzinne wizje przyszłych Świąt Bożego Narodzenia,
6. głęboko, mocno, przebardzo zaczęłam marzyć o dziecku.
Ps. wniosek? 100% kobiety jest w stanie wydobyć jedynie 100% mężczyzn.”
Wiele kobiet podzieliłoby to zdanie…
Patrycja marzy o tym, żeby mogła nadal cieszyć się ich rodzinną pasją i żeby mogli ją bezpiecznie rozwijać i realizować.



Kasia (woj. pomorskie, 26 lat) również nie czuje, że dzieci mogłyby być dla niej ograniczeniem w realizowaniu swoich pasji. Dla niej rodzina jest sensem życia, co nie oznacza, że ma zamiar spędzać z nią 24 godziny na dobę... Według niej, macierzyństwo nie wyklucza bycia motocyklistką i zupełnie nie zamierza analizować tych kwestii w kategorii ról społecznych, ponieważ nie lubi stereotypów i generalizowania. Dzieci ograniczeniem? Jeśli tak by myślała, oznaczałoby to wg niej, że nie dojrzała do roli matki. Poza tym ma zamiar korzystać z pomocy dziadków i znajomych, a gdy tylko dziecko dorośnie, to nie widzi nic złego w zabieraniu dziecka na imprezy motocyklowe.
Zresztą, zamiłowanie do motocykli ma we krwi – zarówno tata, jak i mama, jeździli motocyklami w młodości. Obecnie na wyprawy motocyklowe swoim Varadero 125 często wybiera się z siostrą, która również odziedziczyła motocyklowy gen. Gen ten został również zaszczepiony maleństwu – w ciąży jeździła na motocyklu, początkowo sama, potem już jako pasażerka razem z mężem. Nawet była na zlotach motocyklowych, jak w poprzednich latach – jedyna różnica to taka, że musiała poruszać się z siatką pełną jedzenia na wypadek ataku ostrego głodu. Czy dziecko  jest skazane na to, że zostanie motocyklistą? Będzie to jego wybór, choć rodzice już zamierzają kupić dziecku na pierwsze urodziny mini bike'a :)
Kasia posiada tradycyjne poglądy dotyczące rodziny, poza tym jest nauczycielem wychowania przedszkolnego, więc posiada już pewne doświadczenie w wychowywaniu dzieci. Jak widać, pasja motocyklowa nie przeszkadza jej realizować marzeń o rodzinie.

 

Mała z lubelskiego (35 lat) pasją została zarażona przez kuzyna i jego kolegów, którzy wzięli ją pewnego razu na przejażdżkę. Tak się złożyło, że jeden z motocykli (Junak) musiał chwilowo zostać u niej w domu, więc przez następne 2 miesiące zakradała się do garażu i siadywała na nim, wyobrażając sobie, że jedzie... Były to wakacje, i w te same wakacje poznała chłopaka, który miał swój motor (m-72) i jeździła z nim na przejażdżki. Wtedy właśnie postanowiła, że musi mieć własny motocykl. Chłopak okazał się pomocny – znalazł coś, co można było mieć za przysłowiową flaszkę. W koszu emki przywiózł kupkę złomu, oznajmując: „Kochanie, to twój motocykl!”.
Przez całą zimę wspólnie z chłopakiem (dzisiejszym mężem) tworzyli z tego złomu motocykl – i udało się. Tak właśnie narodziła się w jej życiu pasja motocyklowa. Przez jej ręce przeszło kilka bardzo różnych motocykli – począwszy od Junaka, przez Magnę, Bandita, SV 650 i 1000, czy Triumpha na Intruderze 1400 skończywszy.
Macierzyństwo przyszło z zaskoczenia w trzecim roku małżeństwa ponad 8 lat temu. Ciążę przyjęła z obawą, że tak właśnie skończy się jej jeżdżenie... Na szczęście czuła się wtedy dobrze, więc starała się nie zmieniać trybu życia, włączając w to kontynuowanie przejażdżek na motocyklu. I tak w trzecim miesiącu ciąży, wracając z dwustukilometrowej wycieczki, poczuła, że ówcześnie dosiadany Bandit jednak nie jest odpowiednie dla ciężarnej kobiety (pozycja i zawieszenie spowodowały wieczorne bóle brzucha), tak więc szybko kupiła Virago 1100, który wydawał się być wymarzonym sprzętem do jazdy – mięciutka kanapa, wygodna pozycja, świetne prowadzenie...
Ginekolog podczas każdej wizyty wyrażał nadzieję, że jego pacjentka po raz ostatni przyjeżdża na motocyklu na badania kontrolne, jednak ona nie wyobrażała sobie przesiadki do auta. Jeździła do 7-ego miesiąca ciąży. Pewnie jeździłaby do dnia porodu, ale poród był w grudniu, więc już się nie dało z powodów atmosferycznych. Już wiosną pojechała na zlot, ponieważ była w tej komfortowej sytuacji, mieszkając z rodzicami, że mogła pozwolić sobie na to. Poza tym, gdy synek już sypiał regularnie w nocy, to zostawiała męża na straży w domu, a sama po 22:00 siadała na motocykl i jechała przed siebie...
Syn ma obecnie 8 lat. Mając przeszło rok, stracił górne jedynki na swoim motorku, nie tracąc jednak rezonu i dopytując na drugi dzień, gdzie jest jego „motu”. Gdy był już starszy, zabierali razem z mężem synka na przejażdżki, gdzie siedział albo między nimi, albo przed mamą na Virago, krzycząc: „Mamo! Szybko i daleko!”.



Zdania lekarzy co do tego, czy kobiety mogą jeździć w ciąży na motocyklu, są podzielone. Ważny jest tu stan zdrowia kobiety, ogólny stan ciąży, który tydzień, a także o jakie jeżdżenie chodzi (rekreacyjna przejażdżka czy kilkudniowy wyjazd) itd.
Oczywiście znane są przypadki poronień, które wiązane są z jazdą na motocyklu. Nie wiadomo jednak, na ile sama jazda motocyklem ma wpływ na utratę ciąży, a ile ważą tu inne czynniki.

Zdanie samych kobiet różni się również w zależności od tego, czy są motocyklistkami, czy nie, czy jeżdżą aktywnie, czy sporadycznie. Nie-motocyklistki często dość ostro potępiają ciężarne, które decydują się na kontynuowanie tej pasji podczas ciąży. Argumenty przeciw, które podają, to wibracje, generowane przez motocykl, adrenalina, wydzielana do organizmu matki podczas jazdy, która przechodzi przez łożysko do dziecka, możliwość wypadku, szlifu, nawet tzw. „parkingowej gleby”, która może skończyć się tragicznie dla dziecka, no i obowiązek każdej przyszłej matki, polegający na tym, żeby zapewnić swojemu nienarodzonemu dziecku bezpieczeństwo i komfort, nawet za cenę własnej przyjemności itd.
Motocyklistki już nieco inaczej patrzą na tę kwestię. Zwykle decydują się na przejażdżki (raczej krótsze, w dobrej pogodzie), choć są również i takie, które jeżdżą do końca ciąży, jak i takie, które definitywnie odmawiają sobie jeżdżenia przez całe 9 miesięcy. Jednakże te ostatnie nie wypowiadają się negatywnie na temat tych „jeżdżących”, pozostawiając tę kwestię ich rozsądkowi i wolnej woli. W końcu każda mama chce jak najlepiej dla swojego dziecka, również mama motocyklowa :)

Mamy - motocyklistki wydają się być świadomymi, dojrzałymi kobietami, które wiedzą, czego chcą i do czego dążą. Ewentualne ograniczenia, wynikające z macierzyństwa w ogóle ich nie martwią. Są na nie gotowe i cierpliwie czekają na czas, kiedy będą mogły dosiąść swoje maszyny. Bo pasja tak naprawdę jest w nich.

 

 

PS. Dopiski z ostatniej chwili:
Toolina urodziła Ryśka pod koniec stycznia.
Kasia urodziła Zuzię w Dzień Babci – Varadero czeka w garażu na pierwsze przejażdżki.
Nina urodziła Otylię na początku stycznia 2009, a wymarzona R1 już została wypróbowana :)

 

Tekst: Jen
Zdjęcia: prywatne archiwa Tooliny, Gosi SV, Patrycji i Małej.

 

19 maj 2009